Przez te kilka dni, dałam sobie spokój z pisaniem nowych postów. Ładna pogoda na dworze, człowiekowi aż nie chce się siedzieć w domu przed komputerem, tylko sięgnąć po dobrą lekturę i posiedzieć na dworze. Ale po krótkiej przerwie jestem, i jak na razie to się nie zmieni =). A teraz coś o szkole ... Nie lubię tam chodzić ( co dla większości Was nie będzie czymś dziwnym ). Czasami tylko mam ochotę bez pytania o zgodę rodziców, można bezkarnie spotkać się z przyjaciółmi. W sumie, to można tam robić co się chce, chociaż mamy na głowie masę nauczycieli, którzy chodzą po korytarzu dziarskim krokiem i tylko chcą nam uczniom zrobić na złość. Choć to i tak czasami lepsze niż ciągle czepiający się o coś rodzice. Nauczycieli zawsze można cwanie podejść i nawet się nie skapną. Z rodzicami nie jest tak łatwo :/ . Tak ogólnie to moim ulubionym przedmiotem jest przyroda, a tak konkretnie to życie człowieka i te sprawy. Ale to już mniejsza o to. Co zazwyczaj robicie w czasie lekcji ? Jestem pewna, że większość Was na pewno nie słucha nauczycieli, tak samo jak ja ;). Ja mam za dużo ciekawych rzeczy do zrobienia, żeby ich słuchać. Prawie na każdej lekcji ( nie licząc W-F ) piszę swoją książkę. O czym jest to już na pewno się domyśliliście ( lub domyśliłyście ). Raz nawet pani od Religii ( chyba nikt od nas za nią nie przepada ) zabrała mi ten zeszyt i przejrzała treść. Cóż było zrobić : siedziałam na swoim miejscu i jak wzorowa uczennica patrzyłam i czekałam aż odda mi wreszcie ten zeszyt. Cytat naszej katechetki "Zamiast zajmować się lekcją, to wy jakieś rozdziały piszecie.". Wtedy prawie wybuchłam śmiechem. Dziś na polskim była ewakuacja Na początku myślałam, że to nic takiego, że jakiś próbny alarm. Kiedy wyszliśmy z klasy, na korytarzu stali strażacy w maskach gazowych. wtedy strasznie się wystraszyłam. Nie obchodziło mnie nic, nawet podręczniki, które kosztują naprawdę wiele, tylko 80 - kartkowy zeszyt, z moją wersją wydarzeń "Avengers". Nie żartuję : zaczęłam się modlić, żeby to była tylko taka próba. Okazało się, że strażacy dla szkoły przygotowali taką jakby atrakcję. Na dworze, jak już się wszystko wyjaśniło, lali nas wodą i podnosili na ich strażackim "wciągniku". Choć często przez głowę przeszła mi chytra myśl, że fajnie by było, żeby tak w naszej szkole wybuchł pożar, to teraz, jak tylko pomyślałam, ze mogłoby jej nie być, zrobiło mi się żal na sercu. Gdyby nie ona, nie poznałabym moich wszystkich przyjaciółek :'(. Odnośnie szkoły to chyba tyle =). Do napisania !

Tak właśnie powinno wyglądać nasze uzbrojenie, gdy mama wróci z wywiadówki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz